Pani Profesor Ewa Mularz-Kidała: Nie bójcie się realizować swoich planów, popełniać błędów i na nich się uczyć.
– W matematyce popełnia się błędy, wyciąga się z nich wnioski i stara się nie popełniać ich drugi raz. Tak samo jest w życiu – podpowiada uczniom Pani Profesor Ewa Mularz-Kidała. – Bądźcie autentycznie zaangażowani, ponieważ samo to sprawia, że czujecie życie i jego wartość – dodaje. W wywiadzie Pani Profesor opowiada o ukochanych górach i satysfakcji, jaką daje jej praca nauczyciela. Dzieli się także swoimi spostrzeżeniami na temat kondycji współczesnego młodego człowieka i zachęca, by doceniać każdy, nawet najbardziej zwyczajny dzień.
Emilia Męcikowska, Amelia Kowal, Karina Tomczyk:
Serdecznie dziękujemy za to, że Pani Profesor zgodziła się z nami porozmawiać. Rozmawialiśmy już z Panem Dyrektorem i Panią profesor Aliną Paliwodą–Wielgos, którzy reprezentują środowisko humanistyczne. Pani zaś uczy matematyki, co pozwoli nam spojrzeć na szkołę z nieco innej strony. Warto także podkreślić, że to nie pierwszy Pani wywiad w naszej szkole, prawda?
Pani Profesor Ewa Mularz-Kidała:
Tak, jest to już mój drugi występ w ,,Halo Drugie”. Pierwszy raz udzieliłam wywiadu chyba równo 10 lat temu, po mojej wyprawie do Nepalu. Ukazał się wtedy obszerny artykuł okraszony moimi zdjęciami z tego wyjazdu. Wówczas pojawił się w wersji papierowej, więc jeśli jeszcze zachował się w archiwum szkolnym, to zachęcam do zapoznania się z nim.
Z pewnością spróbujemy go poszukać i chętnie przeczytamy. Na początku chciałybyśmy zadać typowe pytanie i zapytać, czy od zawsze lubiła Pani matematykę?
Matematyka od zawsze była moim ulubionym przedmiotem, a jej nauka nigdy nie sprawiała mi problemu. Miałam też szczęście. Zawsze trafiałam na życzliwych, fajnych i przystępnych nauczycieli, co dodatkowo zaważyło na mojej ogromnej sympatii do tego przedmiotu. Zainteresowanie matematyką zaczęło się już w szkole podstawowej, towarzyszyło mi przez okres liceum, studiów i pozostało do dziś.
Czy ma Pani może w takim razie jakiś sposób, by przekonać kogoś, kto twierdzi, że matematyka nie jest przydatna w życiu?
Jeżeli ktoś się uprze i nie będzie chciał się otworzyć na zalety, jakie z pewnością daje matematyka, to bardzo ciężko będzie go przekonać. Tak jest z każdym człowiekiem, jeśli zablokuje się na pewne rzeczy. Wtedy nawet nasz największy wysiłek pójdzie na marne, dopóki on sam nie zdecyduje się otworzyć. Jednak warto próbować, bo sami dobrze wiecie, że matematyka jest przedmiotem mającym wiele zalet. Przynosi uporządkowanie w myśleniu, rozwija możliwości analizowania, wnioskowania i logicznego myślenia, które przydają się nie tylko w obliczeniach matematycznych. Moją radą dla osoby nielubiącej matematyki jest to, by spróbowała otworzyć się, posłuchać nauczyciela, a na pewno na tym nie ucierpi.
Teraz cofnijmy się w czasie do momentu, kiedy stała Pani przed wyborem ścieżki zawodowej. Czy rozważała Pani wtedy inne możliwości niż przyszłość związana z matematyką, a także pracą w szkole?
Był taki etap w moim życiu, kiedy myślałam o medycynie, która podobnie jak zawód nauczyciela, jest związana z pracą z ludźmi. To krótki epizod, ponieważ biologia i chemia okazały się przedmiotami, które nie do końca mnie pasjonowały. Nie chciałam robić czegoś, do czego musiałabym się zmuszać, w przeciwieństwie do matematyki, która zawsze była dla mnie fajną formą spędzania czasu. Dlatego idąc na studia matematyczne, a później kontynuując pracę na uczelni, cały czas pracowałam z przedmiotem. Po drodze miałam okazję uczyć matematyki w szkole, co zainteresowało mnie bardziej niż praca naukowa. Dlatego też poszłam ścieżką nauczycielską – sprawiało mi to frajdę i przyjemność.
Jeśli już mówimy o zawodzie nauczyciela, to jaki jest jego najtrudniejszy, a jaki najbardziej satysfakcjonujący aspekt?
Zdecydowanie najtrudniejsze jest zetknięcie się z uczniem nie tyle niezdolnym, co po prostu niechętnym. Wtedy taka praca bywa frustrująca, bo starasz się przekazać coś wartościowego, natomiast on jest niezainteresowany i nie chce tego przyjąć. Największą satysfakcję daje kontakt z uczniem – tym zafascynowanym, zaangażowanym, który chłonie wiadomości i czerpie od ciebie wiedzę i umiejętności. Fajnie jest patrzeć, jak rosną mu skrzydła, otwierają mu się drogi wyboru. Mamy wtedy ogromny wkład czy to w jego osiągnięcia, czy w wybór ścieżki życiowej. Jest to taka siła napędowa, żeby robić więcej dlatego, że trafia się na podatny grunt w postaci uczniów i owocuje to dodatkową energią, by działać z jeszcze większym zaangażowaniem.
Czy pamięta Pani jakieś zabawne lub zaskakujące sytuacje, które przytrafiły się na Pani lekcji?
Oczywiście, przez wszystkie lata mojej pracy było ich tyle, że trudno wybrać jedną. Pamiętam taką śmieszną sytuację z prima aprilis, że weszłam do klasy i nie miałam tablic – ktoś je odkręcił. Ale myślę, że ja też zaskoczyłam uczniów, bo zaczęłam pisać po ścianie. I do dziś w tej sali, pod tablicami zachował się cały zapis tamtejszego dnia, włącznie z datą i tematem lekcji.
A czy czuje pani sentyment do klas kończących szkołę, których była Pani wychowawczynią lub które Pani uczyła?
Tak, ja ogólnie lubię ludzi i kontakt z nimi. Oni poświęcają mi kawał swojego czasu, ja im również, więc jak najbardziej – przeżywam odejście każdej mojej klasy. Z drugiej strony także się cieszę, bo wiem, że przed nimi bardzo fajny okres w ich życiu. Są uzbrojeni zarówno w korzenie, jak i w skrzydła i zawsze mam nadzieję, że sobie poradzą i wszystko będzie dobrze.
A co poza szkołą? Czy ma Pani jakieś pasje, które pozwalają zapomnieć o codziennej rutynie?
Pasją, która zawsze ładuje moje akumulatory, są moje ukochane góry. To jest pierwsze miejsce, w które ruszam po zakończeniu roku szkolnego, by wychodzić wszystkie emocje i całe zmęczenie. Góry uczą życia, wytrwałości i wielu innych ważnych umiejętności. Pierwsze wycieczki, na które zabieram moje klasy, odbywają się w Tatry. Pokazuję im tam miejsca, które są mi bliskie, w których dobrze się czuję. Tym samym daję im kawał siebie, dzięki czemu mogą bliżej mnie poznać. Zimą ładuję akumulatory na nartach – uwielbiam jeździć. Lubię też czytać. Najczęściej sięgam po autobiografie, co chyba wynika z tego, że, jak już wspomniałam, lubię ludzi. Wybieram książki o konkretnej osobie, czytanie o czyimś życiu, poznawanie czyjejś historii jest interesujące i daje wiele przyjemności, więc pod tym kątem dobieram sobie literaturę
Powróćmy jeszcze go ukochanych przez panią gór. Jaki jest najwyższy zdobyty przez Panią szczyt?
Najwyższym miejscem, w jakim byłam, nie była góra, a przełęcz w Nepalu, na którą szłam przez półtora miesiąca. Była to przełęcz Thorong La Pass na wysokości 5416 m n.p.m. w grupie górskiej Annapurna. W Polsce są to oczywiście Rysy; dostałam nawet takie fajne zdjęcie od klasy ze mną na szczycie Rys, bardzo mi się ono podoba.
Chodzi więc Pani po górach dla „zresetowania się” i odpoczynku czy raczej, by pokonywać postawione sobie wyzwania?
Kiedyś ktoś zapytał polskiego alpinistę, po co się chodzi po górach. A wtedy on odpowiedział: „Bo są”. No właśnie, ja chodzę po prostu dlatego, że są i dlatego, że dobrze się tam czuję. Nie dlatego, że jest się wyżej, lecz z tego powodu, że właśnie tam – w tamtym otoczeniu, w bliskości z przyrodą, po zmęczeniu fizycznym – czuję, że życie ma taki wyjątkowy smaczek.
Może w takim razie ma Pani plany, żeby wejść na jakąś konkretną górę albo odwiedzić jakiś inny zakątek świata?
Tak, mam już plany w tej kwestii. Potrzebuję rocznego przygotowania, ale planuję jeszcze raz pojechać do Nepalu i dotrzeć do Everest Base Camp (5364 m n.p.m.), więc mam nadzieję, że mi się to uda. Natomiast jakbym miała ustalić hierarchię miejsc, które chciałabym zobaczyć, to na pierwszym miejscu byłaby Australia, później Japonia, a nad tym, co powinno zamknąć to podium, musiałabym się jeszcze zastanowić. Niemniej jednak lubię jeździć, zmieniać otoczenie, poznawać nowe kraje, ludzi i ich zwyczaje. Poznałam już kulturę Nepalu i polecam każdemu wyjazd do tego kraju. Spotyka się osoby, które mają trochę inną hierarchię wartości, żyją w innych warunkach niż my, a także doceniają pewne rzeczy, które my, przez ten cały rozwój cywilizacyjny i konsumpcyjny chaos, gdzieś po drodze pogubiliśmy. Pozwala to także po powrocie do domu docenić rzeczy, które na ogół wydają nam się standardem.
Na zakończenie naszego wywiadu chciałybyśmy zapytać, czy uważa Pani, że szkoła dobrze przygotowuje do życia? A może czegoś w niej brakuje?
Osobiście uważam, że każdego człowieka do życia przygotowują jego najbliżsi, czyli rodzina. To jest miejsce, w którym powinien on dostać zarówno korzenie, jak i skrzydła do spełniania się. Natomiast szkoła – i wydaje mi się, że ma taki obowiązek – powinna w przygotowaniu do życia wspomagać. Jednym z jej zadań jest dać ogólne wykształcenie. Ponadto, ponieważ przebywacie w grupie, ma was również nauczyć pewnych wzajemnych relacji, umiejętności komunikowania się i kompetencji społecznych, które rozwijają się właśnie w grupie. Myślę, że – bazując na przykładzie naszej szkoły – te umiejętności są nabywane. Aczkolwiek szkoła powinna być bardziej nastawiona na praktyczne przygotowanie do życia; żebyście poczuli się pewniej, bardziej swobodnie po jej opuszczeniu. Weźmy na przykład matematykę – bez wątpienia pomocne okazałyby się zagadnienia dotyczące finansów, działalności gospodarczej czy różnych form opodatkowania. Tak, żebyście, wchodząc w dorosłe życie, potrafili się odnaleźć w szeregach ustaw i reform, które mogą was dotyczyć. Szkoła również mogłaby popracować nad waszymi emocjami i radzeniem sobie ze stresem. Wasze pokolenie inaczej niż moje postrzega i przeżywa stres, dlatego uważam, że jest to kolejny kierunek, w którym szkoła mogłaby i powinna się rozwinąć.
Jaką radę dałaby Pani młodym ludziom, którzy – jak my – wchodzą w dorosłość?
Powiedziałabym, żebyście byli autentycznie zaangażowani, ponieważ samo to sprawia, że czujecie życie i jego wartość. Nie bójcie się też realizować swoich planów, popełniać błędów i na nich się uczyć. Właśnie, lekcja matematyki jest piękną płaszczyzną do tego, aby to ćwiczyć. W matematyce popełnia się błędy, wyciąga się z nich wnioski i stara się nie popełniać ich drugi raz. Tak samo jest w życiu.
Dziękujemy za podzielenie się swoimi przemyśleniami i życzymy spełnienia kolejnych marzeń – zarówno na górskich szczytach, jak i poza nimi.